Pierwszy lot z dzieckiem - Jak dolecieć i nie zwariować

Dziecko w samolocie

Kiedy rozpoczynamy przygodę z

podróżowaniem samolotem po raz pierwszy powinniśmy pozostać czujni i na spokojnie przechodzić kolejne etapy odpraw i kontroli przed wylotem. Zgoła inaczej ten zakres czynności wygląda, kiedy mamy do czynienia z pasażerem, którym jest małe dziecko. Dla nas przynajmniej utrudnienia rozpoczynają się w momencie wykonania telefonu do firmy taksówkarskiej. Dlaczego? Wydawać by się mogło, że cóż to za problem wsiąść do taksówki i pojechać na lotnisko. Otóż podróż taksówką z małym dzieckiem wiążę się z zabraniem dla niego fotelika samochodowego, jako kolejnego bagażu jak by ich było mało w czasie podróży. Większość firm taksówkarskich nie dysponuje na wyposażeniu samochodów fotelików dla dzieci a przewożenie dziecka bez fotelika jest zabronione. My jednak dbamy o bezpieczeństwo pociechy i zabieramy kolejny sprzęt z nami. Warto wspomnieć, że maluch dla wygody rodziców i dziecka potrzebuje też wózka, a kiedy lecimy gdzieś na dłużej niż na jeden dzień przydałoby się też łóżeczko dla naszej pociechy.



Super doradcy zapewne stwierdzą,

przecież są łóżeczka turystyczne, które są składane do małych rozmiarów i wygodne w podróży. Może i prawda. Ja jednak widzę przed oczami dwoje rodziców z małym dzieckiem i stojącą obok nich gromadę walizek toreb i sprzętów, które muszą ze sobą zabrać. Pozostaje wtedy już tylko zamówić taksówkę przeznaczoną na większą ilość bagażu, bo do zwykłej się raczej nie wciśniemy z wszystkim. Kiedy podróż taksówką dobiega końca, zbieramy siły i wypakowujemy nasz bagaż, aby dotrzeć do odprawy. Okazuje się wtedy zazwyczaj, że pomimo dwóch osób i czterech rąk nie możemy wszystkiego ogarnąć. Nie ma wyjścia, trzeba to przebrnąć.



Kiedy stajemy przed odprawą

bagażowo biletową wydaje nam się, że teraz już będzie tylko lepiej, bo zdamy do luku samolotu wszystkie sprzęty naszej pociechy, które nam zawadzają. Oddajemy, więc z radością na ustach fotelik samochodowy, łóżeczko turystyczne, wózek, bo dziecko możemy nieść na rękach. Chyba, że chcemy wózek oddać przed samym wejściem na pokład samolotu. Wydawałoby się to rozsądne z punktu widzenia naszej wygody. Czasami jednak nic bardziej mylnego. Gdy zostajemy z dzieckiem w wózku, możemy się zdziwić, kiedy okaże się, że aby dotrzeć do poczekalni mamy przed sobą schody w górę. Jeśli mamy szczęście znajdziemy windę a jeśli nie? My z torbami dźwigamy po schodach wózek z małym dzieckiem. Taka sama sytuacja ma zazwyczaj miejsce, kiedy przechodzimy z poczekalni na płytę lotniska, aby dostać się do samolotu. Co widzimy? Więcej schodów?



Warto jest się czasem zastanowić,

czy nie lepiej zabrać dziecko na rękach albo w nosidełku czy chuście. Może inni rodzice mają wypracowany inny system albo znają łatwiejsze rozwiązania. Na pewno chętnie bym z nimi o tym porozmawiała. Wrócę jeszcze na chwilę do elementu podróżowania, jakim jest kontrola na bramkach wykrywających metale. Na tym etapie również czeka nas trening cierpliwości i zaradności. O ile lecimy sami, umiemy się zorganizować, aby w miarę sprawnie wyjąć rzeczy na taśmę i przejść przez bramkę. Z dzieckiem wygląda to trochę trudniej. Jeśli dziecko jest zupełnie małe i nie potrafi stać, musimy je trzymać na rękach. Zostaje nam wtedy tylko jedna ręka, aby poradzić sobie z resztą czynności przed kontrolą.



Dodatkowe utrudnienie powstaje,

kiedy lecimy w okresie zimowym. Oprócz wypakowania przedmiotów i toreb na taśmę, podczas kontroli musimy pozdejmować z siebie i dziecka kurtki, czapki, szaliki i buty. Kiedy się z tym uporamy i przejdziemy z niezadowolonym dzieckiem na rekach przez bramki, czeka nas powrotne ubieranie siebie i dziecka. Nie zapomnijmy o pozbieraniu bagaży z taśmy. Trudno mi jest sobie wyobrazić jak można przejść to wszystko w pojedynkę. Na tym etapie zazwyczaj już uśmiecham się i nieco lżejszym krokiem idę do przodu. Najgorsze już za nami. Oczywiście jedynie, jeśli chodzi o odprawy i kontrolę. My na szczęście podróżujemy z dzieckiem kilka razy w roku na krótkiej trasie, która trwa 40 min. Mając świadomość, że nie jesteśmy zmuszeni do długiego lotu z małym marudzącym dzieckiem zbliżamy się do schodów przy samolocie. Wspominając o tanich liniach i niskich cenach biletów, pamiętajmy też o panujących tam warunkach lotu. Ograniczona ilość miejsca i siedzenia usytuowane bardzo blisko siebie nie dają możliwości odczuwania komfortu podczas lotu. W tym momencie kolejny raz cieszę się, że lot trwa jedynie 40 minut.



Aby prawidłowo podróżować

z malutkim dzieckiem musimy pobrać u załogi samolotu dodatkowy pas, którym przypinamy dziecko i kamizelkę bezpieczeństwa dla niego. Podróż z małym dzieckiem w samolocie wiąże się z trzymaniem dziecka na kolanach, przypiętego dodatkowym pasem do pasa jednego z opiekunów. Jak można sobie to łatwo wyobrazić komfort takiego lotu jest niesamowity. Każdy, kto miał, choć przez chwilę możliwość przebywania z małym dzieckiem, zdążył pewnie zauważyć, że nie potrafi ono grzecznie usiedzieć w jednym miejscu i szybko traci zainteresowanie jedną rzeczą. Tutaj przyda się pomysłowość rodziców, aby przetrwać jakoś ten czas nieruchomego siedzenia z dzieckiem na fotelu w samolocie. Polecam oczywiście, jeśli dziecko jest ciut większe zabrać ze sobą jakieś gry, piosenki, bajki przykładowo na telefon. Da to chwilę spokoju innym pasażerom będącym na pokładzie samolotu. Czasami zdarza się, że podczas lotu dziecko się znudzi zgłodnieje albo poprostu nie chce już siedzieć w jednym miejscu. Nie zazdroszczę wtedy innym uczestnikom tego lotu. Idealna sytuacja ma miejsce, kiedy dziecko zasypia na czas lotu. Kiedy już dolatujemy na docelowe lotnisko nasza radość jest ogromna, że mamy już to za sobą. Dla mnie przynajmniej, każda taka podróż jest wyzwaniem, a odbywamy ją kilka razy w roku.




Poszukujesz pościeli do łóżeczka swojego dziecka? Koniecznie odwiedź sklep MowisziMasz.com.pl. Duży wybór sprawi, że znajdziesz coś w sam raz dla swojej pociechy.